wtorek, 22 grudnia 2015

Rodzina

Mój prawie już 3-latek w przedszkolu bawi się ze swoim kolegą Rysiem w rodzinę. Pytam: -A kim Ty byłeś w zabawie ? Pada poważna odpowiedź : - Bratem. A Rysio ? - Drzewem.

środa, 3 grudnia 2014

Migawki z miasta


- Ilu ludzi nocuje na stacjach metra? Ilu śpi tam w ciągu dnia?
Jadę 9 – tką, godz.10 już siedzą i piją tanie wino.
- Chłopiec w metrze wysiadając zakłada myckę na głowę i nie
dostaje za to po mordzie.
- Jadą w jednym wagonie, etniczna mieszanka z różnych stron,
wsiada Rosjanka z małym przenośnym zestawem grającym, wyciąga
mikrofon i zaczyna śpiewać ,,Oczy czarne”. Wszystkim się
podoba.
-Dzielnica żydowska – Le Pletzer, Żydzi i Arabowie – żydowskie
chałki, polskie serniki i tureckie kebaby – pycha. Na jednej
połaci mikroświat.
-Belleville i le Pletzer – jakbyś się znalazł na różnych
krańcach ziemi.
-Skwer vis a vis Notre Dame – chłopak z wielkim plecakiem
odpoczywa na trawie, gryzie jedną z pojedynczych, wstaje,
odchodzi.
-Arabska knajpa, na kasie Polka – polski język.
-Metro 2 murzyńska rodzina – pulchna matka w węzełku na plecach
niemowlę, chudy ojciec obok 5 – letniego syna.
-Polski kościół – wieś tańczy i śpiewa. Czuję się jak w Łysowie
u babci.
-Amerykańska turystka w kiblu w Quick’u przy Hotel de Ville
pyta mnie: Jak się spuszcza wodę w muszli? – hmmm...
-Sprzedaż "menaży" pod kościołem.
-Mc. Donald’s przy rue Victor Hugo – Murzyńska matka w białej
szacie i chuście z trójką dzieci ubranych na styl europejski,
opycha zestaw dla dzieci.
-Obraz Polaka – kurwa, rozumisz – nikt go nie rozumie.
-Facet w bulangerie w Garches nieustannie puszcza mi oko –
więcej tam nie pójdę.
-Wszyscy na śniadanie jedzą płatki z zimnym mlekiem i tosty z
waty z dżemem. Puszczam pawia.
-Supermarkety, gotowe dania, purree z proszku. Taśmowa robota
takich samych pomidorów. Monotonia kolorowych opakowań, po
jakimś czasie dostaję mdłości. Nic nie mogę przyswoić prócz
bagietki z musztardą. Tęsknie za prostotą ziemniaków z
koperkiem i kefirem. To nieosiągalne, myślę tylko o tym.
Nic nie jem.
-Na stacjach metra pełno śmieci. Gazety, których nikt nie
czyta. Niepotrzebne informacje, leżą tam i walają się pod
nogami. Cóż z tego, że najświeższe. Przemijają w sekundę po
przeczytaniu. Tyle zmarnowanego papieru.
-Trocadero – pełno turystów ze świata i zwykłych ludzi,
mieszkańców codzienności. Kobieta siedzi na tarasowym murku, z
plastikowej torebki wyjmuje kawałki bułki, je, beznamiętnie
przeżuwa. Nie patrzy na porażający widok za wieżą. Sypie
okruchy gołębiom.
-Stare to metro i śmierdzące. Smród duszności podchodzi mi pod
gardło. Chcę wyjść na powierzchnię. Jeszcze jedna stacja.
-Towar wylewa się z zabytkowych kamienic. Kolory cieszące oko.
Tani jak barszcz towar. Nadmiar towaru. Zwiedzasz towar. Jakby
tu było bez niego?
-Kościół St. Slupice - ułomny otwiera drzwi, prosi o małe
pieniądze. W każdym kościele biedak, wyciągnięta ręka i prośba.
-Na moście przy Notre Dame rolkarze. Zwinni jak gazele. Coś
drzemie w tych chłopcach, jakiś dziki zew. Skaczą na ok. 5 m.
Odbijają się od zrobionego samodzielnie podjazdu. Turyści biją
brawo.
-Dzielnica żydowska: Les Archives, rue Temple, Turbigo, Reamur,
la Perle, Pavee, Musee d’ Art et d’ historie du Judaisme, Musee
Carnavalet. Wpadło mi, że śnił mi się w nocy byk i właśnie
tutaj kupiłam przed chwilą kalendarz o torreadorach.
-Autobus 467 – amerykańska młodzież wracająca ze szkoły.
Ciuchy, gesty i aparaty na zębach. Aparaty to standard, chleb
powszedni. Wyznaczają pozycje społeczną.
-Świat traci coś z literackości, ze smakowania, upajania się
słowami. Wszystko się dzieje niezwykle szybko. Szybkie
jedzenie, szybkie trawienie i spuszczenie wody. Szybkie umycie
i wysuszenie rąk.
-Tania żywność – kupujesz 12 brioszek za 1.35e, nie ma w nich
nic naturalnego, sam syntetyk. Tani substytut jedzenia.
Zgubiona jakość.
-Metro – najszybsza komunikacja w mieście molochu. Drugie
podziemne miasto. Jeśli wyobrazić sobie, że stoi ono na
podziemnej sieci tuneli i parkingów i pomyśleć o tych
wszystkich kamienicach na górze. To jest przerażające.
-La Defense – szczyt nowoczesności. Grande Arche – łuk stojący
w linii prostej do Arc de Triomphe i do Carrousel. Centrum
handlowe, 1- gł. linia metra, super najtańszy market, gdzie
bagietka kosztuje 0,35e, a sok pomarańczowy 0, 30e. Tłum narodu
każdego dnia. Idę obejrzeć tyły, pętle autobusów i ogarnia mnie
przerażenie na widok syfu i sterty śmieci, na których to
centrum stoi. Przypomina tekturowe pudło udające pałac, któremu
ktoś z przodu domalował złote drzwi.
-Zakład krawiecki w dzielnicy żydowskiej – mały, czyściutki
krawiec w spokoju, daleki od zgiełku, za oknem kroi materiał.
Otoczony sprzętami sprzed wojny, czas się w nim zatrzymał.
-Sklepy na Montmartre – królestwo ciemnoskórych. Tani towar,
badziewie, buble. Buty jak w Polsce za PRL. Wszystko po parę
euro. Tęgie murzynki kołyszą się wśród stoisk z ubraniami z
granatowymi koszami.
-Islamskie kobiety w chustach na głowach. Tradycja. Ich córki w
markowych ciuchach, zwykłe nastolatki w sportowych butach,
nakrywają głowy chustami na znak – jestem muzułmanką.
-Jadę 2-ką na Montmartre, obok mnie dwie Amerykanki i Hinduska
z córeczką w seledynowych szatach. Mała wtraja czekoladowy
baton, a mnie skręca z głodu.
-E. Hemnigway miał racje, to miasto jest dla ludzi z
pieniędzmi. Tutaj będąc głodnym, skręcasz się na widok i zapach
wszech - panującego jedzenia, a żołądek uważa, aby samemu się nie
strawić.
-Świat współczesny to cały czas biedota. Bieda przykryta
afiszem reklamy. Jak gówno w pięknym pudełku.
-W każdej linii metra, ktoś prosi o pieniądze. Wszędzie
wyciągnięta ręka. Biedak przy biedaku normalnych ludzi mało.
Bogaci izolują się, chowają swoje dzieci z dala od ulicy, nie
dopuszczają ich do prawdy.

sobota, 1 czerwca 2013

Dziecko

Jestem taki mały mamusiu
Uśmiecham się do ciebie
Poznaję twoją twarz
i w twoich oczach odbijam się ja
Uczę się od twoich oczu i twarzy
od twoich ruchów i brania mnie na ręce
I jestem cały czas częścią ciebie
Mamo będziesz najważniejsza
zanim się odłączę
Od ciebie zależy moje ja
I co mi dasz na drogę, co mi zapakujesz
i czym mnie wyposażysz
Taki już będę
z tym twoim bagażem

piątek, 31 maja 2013

Dzieci

Śpią
Moje dzieci oddychają tak lekko
Są spokojne, czasami uśmiechają się przez sen
Taki mały człowiek jest tylko dobry
Jest taki od początku istnienia
Rodzi się i ma dobro w sobie
Nie wie nic o istnieniu zła
Czy zatem świat jest zły
że go tego uczy ?
Niesamowite jest to
jak dzieci zachwycają się światem
Czy zatem on jest piękny ?
Człowiek rodzi się dobry
i jest ciekawy świata
to jest pewnik
Wyrusza w drogę
Poznaje i traci
W najlepszym wypadku 
będzie bronił dobra

środa, 29 maja 2013

Poczekaj

Poczekaj na mnie
Nie chcę chodzić sam
Będę tam tak na wyciągnięcie ręki
Żebyś w każdej chwili mogła mnie dotykać
Poczekaj na mnie
Nie chcę chodzić sam
Masz mnie obok jak powietrze
Pozwalam ci
na nieobchodzenie się ze sobą
Poczekaj na mnie
Nie chcę chodzić sam
Wychodząc na prostą drogę
Bądź pewna, że z niej zejdę
Poczekaj na mnie

piątek, 5 kwietnia 2013

Babcia



Moja babcia miała kosmiczną twarz. Ta twarz była dostojna i szlachetna. Niektórzy robili jej zdjęcia na pamiątkę. Babcia leżała w otwartej trumnie i była zimna lód. Jej czoło było sztucznym plastikiem. Pocałowałam je i poczułam wielki chłód, który emanował od całego ciała. Ten chłód, to zastygnięcie w odrętwiały kokon, to ciało bez życia było, leżało tam przy rzewnej muzyce i tylko było.
Babciu uwielbiałam zapach Twojej nocnej koszuli. Lubiłam grzać zmarznięte stopy przy Twoich. Kochałam patrzeć jak jesz, jak kroisz chleb, jak postękujesz i przełykasz. Kochałam Twój głos i śmiech i życie w Tobie było niesamowite, ta siła, z którą szłaś przez świat, ta duma i dostojność z faktu, że jest się człowiekiem. Umiałaś to nieść i potem na wieki wieków odpuścić by jak posąg doskonały się ułożyć do trumny.

piątek, 8 marca 2013

Janek




Jak byłam mała to chciałabym być Jankiem z czterech pancernych, mama leczyła mnie w polowym szpitalu tabletkami z marchewki i zdrowiałem w oka mgnieniu. Do przedszkola wstawałem na hasło – Jasiu wstawaj! I podrywałem się natychmiast na baczność. Taki byłem dzielny. Później byłam Ronją córką zbójnika i stałam się bardzo niezależna. To był nie bardzo dobry wzorzec bo stałam się nieznośnym dowodem na to jaki wpływ wywiera literatura i inne obrazy na młode chłonne ciało. Książeczki „O Kacperku co psom szył buty” i „O kotku co szukał mamy” uczyniły mnie nadwrażliwcem rozczulającym się nad cierpieniem dzieci i zwierząt, co uważam akurat za pozytywny wydźwięk mojej cielęcej edukacji, co z koleji doprowadziło mnie do nadmiernej percepcji rzeczywistości, która dokucza mi do dziś. Pozycje L.M Montgomery pozwoliły uwierzyć w romantyczną miłość i własną wyjątkowość. Poezja Baczyńskiego i Różewicza poruszała moją duszę ale ostatecznie porwali mnie egzystencjaliści i ból istnienia dokucza mi każdego dnia, a no to już lekarstwa niestety nie ma:).